Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 


To było chore. Przynajmniej w pojęciu Peina...Bo jak inaczej można nazwać podglądanie swojej partnerki w Akatsuki, koleżanki, towarzyszki z czasów zanim aktywował rinnegan, w łóżku z nim samym? To znaczy do tego był już mniej więcej przyzwyczajony, nieraz zdarzało mu się zastać Konan z którymś z jego innych ciał ale...Dlaczego tym razem to musiało być TO?!
Zmęczonym gestem potarł skroń. Nie, tego było już jak na jego nerwy za dużo, nie dość że musiał użerać się z tą całą chorą organizacją, nie dość, że musial przyjmować rozkazy od nieobliczalnego wiariata jakim był Madara, to jeszcze teraz widział swoją partnerkę w łóżku z kobietą! To znaczy z nim, ona była tylko jednym z jego ciał ale...Ale do diabła, jego ciało czy nie, była kobietą. A najgorsze z tego wszystkiego było chyba to, że on wcale nie ukrywał swojej obecności...One obie wiedziały o nim i najwyraźniej chciały, żeby został. Fakt, nigdy nie wątpił że Konan ma dość dziwne upodobania na tym polu, ale żeby oczekiwać od niego że będzie podglądał samego siebie? Na dodatek w takich chwilach to było naprawdę trudne, zogniskować który on to on, nie pogubić się w ścieżkach rinneganu, gdzieś pomiędzy własnymi ciałami.
Z cichym westchnieniem oparł się o nieznacznie uchylone drzwi. To nie miałoby sensu protestować. Konan chciała go mieć jednocześnie za widza i uczestnika całego zdarzenia? No dobrze, w tej sprawie mógł jej ulec.
Obie były piękne, chociaż to chyba jakiś rodzaj narcyzmu mówić o własnym ciele, że jest piękne. Siedziały naprzeciwko siebie, obie w nienagannym seiza, obie z wyrazami twarzy które mogły mogły być tak obietnicą, jak i groźbą. Czekały, a Pein doprawdy nie miał ochoty wnikać, na co.
Konan poruszyła się pierwsza. Najpierw cień uśmiechu wypływający na zwykle beznamiętną twarz, ręce opuszczone na kołdrę. Dłoń dotykająca poznaczonego kolczykami policzka, błądząca pomiędzy nimi. Pein niemal czuł powidok tego chłodnego dotyku na swoim ciele.  Skóra Konan nigdy nie była ani ciepła, ani tan naprawdę zimna. Była trochę jakby papierowa – uśmiechnął się do tego porównania.
To była zwyczajna ciekawość, nie żadne uczucie. Za każdym razem kierowała nią tylko ciekawość, a Pein doskonale o tym wiedział patrząc jak smukłe palce z długimi, pomalowanymi na niebiesko paznokciami wprawnie rozplątują kok, w który związane były włosy jego ciała. Przez chwilę zastanawiał się, czy to jest w jakiś sposób przykre, ale nie. Przyzwyczaił się. To było szalone, ale w końcu wszyscy tutaj byli szaleni na swój sposób, ona nie była wyjątkiem. On także nie. Ostatecznie i tak, jakby na to nie patrzeć, sypiała tylko z nim...W pewnym sensie przynajmniej.
Nie wiedział czy to on poruszył jej ręką, czy jego ciało zareagowało samo, ale niezależnie od tego drobne, kobiece dłonie ostrożnie wyplątały białą różę z włosów jego partnerki. Niebieskie kosmyki z cichym szelestem, jakby stronice książki przerzucane przez wpadający do pokoju wiatr, rozsypały się opadając na ramiona Konan. W tym samym momencie obie zbliżyły się do siebie łamiąc seizę, oparte na kolanach i dłoniach, na chwilę zatrzymały się, twarz przy twarzy, usta przy ustach, ciepłe oddechy poruszały pasmami rozpuszczonych włosów i Pein pomyślał, nie pierwszy raz swoją drogą, że to naprawdę ładny kontrast. Pomarańcz i błękit.
Nie było wahania. Dla Konan jedyną nowością w całej sytuacji był fakt, że tym razem jego ciało należało wcześniej do kobiety, nie było miejsca na niepewność, strach czy zażenowanie. Pocałunek, najpierw tylko delikatny dotyk warg, pogłębił się i trwał dopóki obu nie zabrakło oddechu. Kiedy odsunęły się od siebie, zaledwie na długość wyciągniętej dłoni, Konan szybkim ruchem rozpięła swój ozdobiony czerwonymi chmurami płaszcz, zdjęła go i rzuciła gdzieś w kąt pokoju, to samo zrobiła z jej okryciem.
Kolejne pocałunki, czasami płytkie, bardziej przypominające ukąszenia, czasami głębokie. Smukłe, delikatne dłonie badające każdy centymetr ciała tej drugiej, paznokcie pozornie przypadkowo zostawiające wąskie, czerwone pręgi na skórze. Kolejne porcje zdejmowanych ubrań, rzucanych gdzieś na podłogę bez jakiegokolwiek poszanowania dla porządku. I do wszystkich diabłów z wszystkimi bijuu na usługach, Pein doprawdy nie miał pojęcia skąd jego ciało wytrzasnęło taką bieliznę...To znaczy domyślał się. To musiała być sprawka Konan.
Zastanawiał się tylko czy jego ukochany motyl wyposażył swoją jedno nocną partnerkę w ciemnoczerwone pończochy oraz tego samego koloru koronkowe stringi, pas do pończoch i stanik, dla własnych doznań estetycznych, czy może w swoim planie uwzględnił również upodobania podglądacza, którym niejako z przymusu był Pein. Uśmiechnął się lekko, Konan była ubrana w podobny zestaw, tyle że czarny, doprawdy nie miało sensu roztrząsanie przyczyn takiego stanu rzeczy. Ważny był ogólny efekt i Pein o mało nie wybuchnął całkowicie psującym wszelki klimat śmiechem zastanawiając się, czy odniesienie do przewodnich barw Akatsuki było zamierzone. Cóż, o ile ją znał, to tak.
Teraz już nie zrzucały z siebie ubrań, jakby zwolniły chcąc nacieszyć się swoją obecnością, bliskością tej drugiej. Dotyk stał się delikatny, łagodny, już nie ranił, nie podrażniał skóry, pozwalał się zrelaksować, zatopić w nim, zapomnieć o problemach.
To nie tak, że ona, jego ciało, poruszała się sama, to również nie tak, że jego decyzje, myśli, odczucia determinowały jej ruchy. Nie była nim, a jednocześnie nie była oddzielnie funkcjonującą jednostką. Czasami czuł na swojej skórze echo dotyku Konan, czasami wyciągał rękę i natrafiał na jej chłodną, gładką skórę, a kiedy orientował się, że to przecież niemożliwe, zauważał że stoi jak poprzednio w bezruchu, a to jego ciało, to leżące w łóżku, wyciągnęło dłoń. Dziwne, chore uczucie, od którego można było zwariować.
Ale to było bez znaczenia, w końcu i tak od dawna był szaleńcem.
Uśmiech który nagle pojawił się na twarzy Konan posłał przez jego plecy nieprzyjemny dreszcz. Patrzyła w stronę drzwi, prosto na niego i uśmiechała się, a on desperacko starał się przypomnieć sobie co przeoczył, czego nie wziął pod uwagę, co w tej całej sytuacji może go jeszcze zaskoczyć. Kiedy złożyła na ustach jego ciała ostatni, głęboki pocałunek i zsunęła nogi na krawędź łóżka już wiedział.
Nie, nie zgodzi się na żaden chory trójkąt, nie z sobą samym, choćby go...
Była tuż przed nim i stając na palcach łączyła ich usta w pocałunku, a on wiedział już, że kolejny raz przegrał.
  Żeby to wszyscy diabli wzięli.
©2008-2010 ~Treef
:icontreef:

Author's Comments

Kiriban 1777 for :iconzernigov: ... No tak...Zasadnicze założenia chyba udało mi się spełnić ne? :P Miało być yuri i widziane oczami podglądacza...No i powiedzmy że jest xD Ze wskazaniem na "powiedzmy"...Ale i tak mam cichą nadzieję, że się spodoba.
PeinKonan w dość pomerdanym sensie ^^ '
Za wszelkie błędy przepraszam, ogólnie krytyka mile widziana, bo pewnie jest co krytykować ^^ '
PS. Tylko uprzedzam, nie wymaga się za wiele od ludzi którzy mają powyżej 38 stopni temperaturki, cio? ^^ '

Comments


love 0 0 joy 1 1 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:icontemarcia:
xD
Nie no rozbroil mnie ten tekst. Fajny i taki swiezy pomysl :D Czytalo sie przyjemnie. Niby nic wielkiego a jeddnak fajne.
Pein ktory jest niepokonany przegrywa z kobieta co? ; ) Podobala mi sie ta koncowka.
Ladne tez te aluzyjne mysli Peina -o kolorze ciuchow czy o skorze Konan. Calkiem przekonywujaca narracja.
Jak na yuri to malo bylo yuri xD ale i tak fajnie. Jakby to byl kiriban dla mnie bylabym calkiem zadowolona ; )
:icontreef:
XD Cieszę się, że tekst rozbroił, miałam sporo zabawy z pisaniem go i tylko nie byłam pewna czy dobrze oddalam te Peinowe rozterki że on to on, no ale to kobieta...W sumie to od dawna mnie gryzło napisanie czegoś z Liderem : D I cieszę się że fajne : D
Moje spore wątpliwości budził uśmiech Konan, czy ona w ogóle się uśmiecha?, ale jeśli nie raziło, to jupi : D
A co do yuri...Ja się w pisaniu w tematyce zasadniczej kwestii yuri tak samo jak yaoi czuję jak ryba w smole ^^ '' Więc jest tak na okrętkę, jak tylko się dało XD Odpowiednich artów niestety nie udało mi się znaleźć, więc pomocy naukowych nie miałam ; (
Dzięki śliczne śliczniaste za komentarz i ocenę : D

--
[link] ->czytu?
[link] ->czytu czytu?
[link] ->czytu czytu czytu?
:iconluna666:
Fan fic świetny xD. Miałaś rację, biedny Pein.
Śliczny styl, genialnie przedstawione wszystkie odczucia Peina. To jak marudzi, że ma pod sobą organizacją, a ponad sobą Madzię.
Pięknie przedstawiony sposób dotykania się... Treef, Treef. Z tego to już krok do LEMONA XD!
Konan niezwykle wredną bestyjką jest, muszę powiedzieć ;).

--
[link] Luna na LJ.
Nie mogę byc twą dziewicą,
choć w teorii jestem nią.
Seksu jam nie uprawiała,
ale za to... COM WIDZIAŁA!
:icontemarcia:
Wiesz co te przemyslenie Peina ciezko mi ocenic. Nie znam go dobrze -nie wiem czy rzeczywiscie tak by pomyslal. Jednak wyszlo to dosc zabawnie i nadaje to caloscci fajny wydzwiek. Taki biedny poddenerwowany i nie pewny siebie Lider Akatsuki w dwuznacznej sytuacji -niezle imo ; )
Podszkol sie w scenach erotycznych! xD
:icontreef:
Łaa, wielkie dzięki : D Cieszę się cieszę, że Ci się ff podobał : D
Że poor Pein to Ty mówiłaś, ja tylko stwierdziłam, że później będzie biedniejszy : P No a marudzić ma powody, jakkolwiek lubię Madzię, to wariat totalny jest XD Jupi, że udało mi się to ładnie oddać w tekście : D
...Aaaaaaa <ucieka przerażona i chowa się za regał, po czym wygląda zza niego taka najeżona> ja się lemonów bojem... XD
Jak teraz określiłaś ją jako wredną bestyjkę, to jakoś mi się ten [link] art skojarzył : x
Dzięki raz jeszcze śliczne : D

--
[link] ->czytu?
[link] ->czytu czytu?
[link] ->czytu czytu czytu?
:icontreef:
Chyba akurat Peina ciężko jest znać dobrze, ale cieszę się, że udało się to jakoś po ludzku ująć ^^ Chyba miałam fazę na taką właśnie jego wersję, biedną, skołowaną i zestresioną. A na dodatek ten [link] art za mną chodził (i chodzi nadal) XD
No ja wiem że muszę podszkolić...Ale jeszcze nie wiem jak to technicznie wykonać ^^ ''''

--
[link] ->czytu?
[link] ->czytu czytu?
[link] ->czytu czytu czytu?
:iconluna666:
Fan fic był śliczny ;).
Miałaś rację, był bardziej poor później xD.
Madzia to wariat nad wariaty, fakt!
Nie ma się czego bać!
No, pasuje do fica :lol:

--
[link] Luna na LJ.
Nie mogę byc twą dziewicą,
choć w teorii jestem nią.
Seksu jam nie uprawiała,
ale za to... COM WIDZIAŁA!
:iconzernigov:
Coz, mozna powiedziec ze spodziewalem sie ze predzej Oro mi wyjdzie z tego avka i stanie na uszach niz to napiszesz nie uciekajac skrajnie od samego tematu. No dobra... ciut i tak ominelas, ale zaczne szukac innych porownan. Te mogly by sie skonczyc niebezpiecznie : P.
Ogolem to mnie dosc porzadnie zaskoczylas w pozytywnym oczywiscie znaczeniu ; ).
Dzien odrazu stal sie lepszy : P. Obudzilem sie chyba w dosc miernym nastroju - kolejny dzien, ranek i walenie mlotem w taras tuz przed moim oknem, kiedy akurat czlowiek o tej 6 rano zasnal. Az sie dzien swira przypomina...
Opowiadanko krotkie, fajne i rotfl : D
Wiecej szczegolow na gygy ; ).
:icontreef:
@ ^_^ @ Dzięki raz jeszcze : D
XD mnie już takie myślenie chyba zostanie, znaczy się "poor Pein" XD
XD XD No ba! Wariaci są uhm...Najciekawsi? : P
...No ja nie wiem...
XD XD XD Anum

--
[link] ->czytu?
[link] ->czytu czytu?
[link] ->czytu czytu czytu?

Details

July 9, 2008
8.9 KB

Statistics

13
4 [who?]
598 (0 today)
5 (0 today)

Site Map