Jeżeli życie jest snem, strzeż się przebudzenia
Biały, upstrzony cieniami sufit niechętnie przynosi odpowiedzi na gnębiące pytania, a ściany po których wciąż jeszcze pełzają kształty nocy, jedynie pogłębiają strach. Czasami, kiedy w głowie ma się tylko jeden zlepek słów, krążący w koło i w koło w naszej jaźni, kiedy przez całą noc nie można zasnąć chociaż oczy bolą ze zmęczenia
Jest się tak małym i nieznaczącym. Jakby się wcale nie istniało, a świat miał się skończyć wraz z zamknięciem oczu.
Leżała na wznak, nieruchomo. Szeroko otwarte oczy ślepo wpatrywały się w sufit, obie dłonie zaciśnięte były na częściowo odrzuconej kołdrze. Nie spała, nie można bowiem snem nazwać stanu odrętwienia w jakim się w tej chwili znajdowała. Nie była też nieprzytomna, w znaczeniu jakie zwykliśmy przyjmować dla tego słowa
Właściwie najlepszym określeniem byłoby że nie była. Bo tak naprawdę wcale jej nie było, oczy widziały obrazy odległe o wiele lat, przez ciało przenikały wspomnienia wcześniejszych agonii
A dusza była rozdarta na drobne kawałeczki pomiędzy jaźniami.
Powieki opadły, a po chwili podniosły się ponownie. W pustych do tej pory oczach zaigrał płomyk świadomości. Usiadła.
Wstała z łóżka i chwiejnym krokiem poszła do łazienki, ochlapała twarz zimną wodą i spojrzała w zawieszone nad umywalką lustro
Nie chciało skłamać. Ukazało jej oczom twarz śmiertelnie bladą, o zapadniętych policzkach i podkrążonych oczach. Na spękanych wargach pojawiło się kilka kropel krwi. Twarz niemal obcą, w której rysach przejawiały się już cienie jej wcześniejszych wcieleń. Nie szukała ręcznika, zresztą wątpliwe żeby go znalazła. W ciągu ostatnich dwóch dni była w stanie który zmusił ją do porozrzucania wszystkich rzeczy w domu, na podłodze w wielu miejscach walało się szkło, a w łazience czuła słaby zapach jakiś perfum. Wyszła z twarzą ociekającą wodą, w kuchni znalazła jedyną ocalałą szklankę i nalała sobie trochę soku zwyczajne czynności dla uspokojenia rozkołatanego serca. Bała się
Jak zawsze.
Zegar nad stołem wskazywał czwartą rano, co dawało jej jeszcze jakieś dwie, trzy godziny
Zważywszy że już wszystko sobie przypomniała, nie mogła liczyć na więcej. Wypiła sok i idąc spowrotem do sypialni pozwoliła by szklanka wysunęła się z jej ręki i roztrzaskała na podłodze. Miły dźwięk.
Wygrzebała z leżącej na nocnej szafce torebki pudełko proszków nasennych, zważyła je w dłoni i po chwili wyszła na balkon. Opierając się o barierkę i patrząc na zorze zwiastujące rychły wschód słońca przesuwała pudełko w palcach, jakby zastanawiając się nad czymś. Ciekawe co by się stało, gdyby tym razem sama spróbowała to zakończyć
? Ale tak naprawdę to doskonale wiedziała że to nic nie da, a może raczej że nigdy się na to nie odważy. Nigdy
A przynajmniej jeszcze nie tym razem.
Westchnęła odkręcając zakrętkę i wysuwając dłoń z pudełkiem poza balustradę balkonu, powoli przechyliła rękę. Patrzyła jak tabletki wysypują się, jak spadają coraz niżej i niżej
W końcu wypuściła z dłoni opakowanie i cofnęła się do pokoju. Siadając na łóżku ukryła twarz w dłoniach.
Minęło dwadzieścia pięć lat od kiedy umarła ostatni raz
I wtedy tez była sama. Nauczyła się już że tak jest lepiej, bezpieczniej dla innych. Ale wtedy, jako stara już kobieta, bała się tak samo jak teraz. Nigdy nie wiedziała w jaki sposób to się zakończy
Za to zawsze wiedziała ŻE się zakończy. Cztery dni, czy to była klątwa czy błogosławieństwo, dany był jej ten czas za każdym razem.
Najpierw przychodziły obrazy, oderwane, krótkie wspomnienia z poprzednich żyć. Kiedy zaczynały się łączyć w jedną całość powoli stawało się jasne czego są zapowiedzią
Pod koniec czwartego dnia wiedziała już wszystko. I nie odmiennie ta wiedza przerażała ją i doprowadzała do stanu bliskiego obłędowi.
Wzdrygnęła się gdy dzwonek do drzwi rozbrzmiał znajomą, głośna nutą. Długo nie mogła zmusić się do ruszenia z miejsca
Wtedy to była starość
A teraz ma być morderstwo? Ale cokolwiek by zrobiła, to było nieuniknione.
Podchodząc do drzwi zastanawiała się jaka będzie następnym razem. Kim będzie i jak wiele czasu zostanie jej dane
Oraz nieodmiennie nad tym, kiedy to się skończy, czy za którymś razem po prostu już nie otworzy oczu i nie będzie nic więcej?...Czy może
Drzwi otwarły się gwałtownie, a do przedpokoju wpadły dwie osoby, jedna z nich przyłożyła jej broń do głowy.
-Wchodź warknął nieproszony gość i pchnął ją głębiej w kierunku pokoi, kiedy jego towarzysz zamykał drzwi. Byli w rękawiczkach i maskach
Wcale jej to nie zdziwiło, właściwie to nawet nie było takie złe jeśli zamierzali po prostu strzelić jej w głowę
Niemal miała już na to nadzieję. Lepsze to niż stos
Posłusznie weszła do pokoju i pozwoliła posadzić się na fotelu, lufa broni nadal celowała w jej czoło. Za plecami napastnika rzucił jej się w oczy kalendarz, z którego od czterech dni nie zerwała kartki. Dziewiąty marzec
Szybko dodała cztery dni
Trzynasty trzeci ładna data pomyślała z dziwnym zadowoleniem. Strach mijał z każdą kolejną minutą, jakby wypierany przez rezygnację
Chciała zadzwonić jeszcze chociaż do kilku osób
Jeszcze raz usłyszeć ich głos. Ale to było pragnienie niemożliwe do spełnienia, to jeszcze nigdy jej nie zezwoliło na tą drobną przyjemność.
Zamknęła oczy, nic, zupełnie nic już jej nie obchodziło
Potem były podniesione głosy, huk wyważanych drzwi. Szyby rozprysły się w drobne kawałki
A później był znacznie bliższy od pozostałych huk
I ciemność. Ale to już jej nie dotyczyło, umarła wcześniej, chociaż jej ciało wciąż było ciepłe, a serce tłoczyło krew. Przez te setki lat nauczyła się












Comments
ale widzę numerek 01, mam nadzieję, że napiszesz 02, może i 03...a może i...
Zasadniczo z założenia miały to być krótkie opowiadanka, ale jak mnie wena najdzie to kto wie
--
[link] ->czytu?
[link] ->czytu czytu?
[link] ->czytu czytu czytu?
Strasznie się cieszę, że Ci się tekst podobał @ ^_^ @
--
[link] ->czytu?
[link] ->czytu czytu?
[link] ->czytu czytu czytu?
Nie wiedzac o co tak wlasciwie chodzi i gdzie jest tak wlasciwie akcja/konflikt troche ciezko to nazwac opowiadaniem, ale cokolwiek to jest, jest swietne. Z czasem zmienia sie tez poglad o co w tym wlasciwie chodzi. Mysle, ze wyszlo Ci idealnie, nie mowienie za wiele a zostawienie ogromnego pola manewru dla wyobrazni i mozliwosci przeslan.
Drobne sugestie przesylam na gg
--
Kiedy zobaczyłem kuchnie Strategosa, swiat mi sie zawalil. Ona nie byla zabrudzona... ona byla zajebana.
Ja tez mam demona [link]
Zuber lama
--
[link] ->czytu?
[link] ->czytu czytu?
[link] ->czytu czytu czytu?
--
Kiedy zobaczyłem kuchnie Strategosa, swiat mi sie zawalil. Ona nie byla zabrudzona... ona byla zajebana.
Ja tez mam demona [link]
Zuber lama
--
[link] ->czytu?
[link] ->czytu czytu?
[link] ->czytu czytu czytu?
Ale sluzbowa ;>?
A nie moze to byc taka poprostu miedzy nami? : P
--
Kiedy zobaczyłem kuchnie Strategosa, swiat mi sie zawalil. Ona nie byla zabrudzona... ona byla zajebana.
Ja tez mam demona [link]
Zuber lama
Previous Page123Next Page